Nic tak nie zmienia życia kobiety, jak macierzyństwo.

W pierwszych miesiącach życia Emilki z fizyczną i psychiczną przyjemnością oddałam się nowej sytuacji. Podążałam za potrzebami małego człowieczka, dbałam o jego spokój, zdrowie, pielęgnowałam jego małe ciałko, karmiłam, tuliłam, całowałam.

Zatraciłam się w nowej roli tak bardzo, że zupełnie zapomniałem o sobie.

Moje dawne Ja zmieniło się w My.

Z początku było mi z tym fantastycznie. Fale miłości i czułości zalewały mnie każdego dnia i wydawało mi się, że można tak żyć zawsze.

Z miłości do Emilki szybko zapragnęliśmy z Adamem drugiego dziecka, i choć oczekiwanie na Kajtusia było nieco innym doświadczeniem niż pierwsza ciąża, to wiedziałam, że moje pokłady miłości są ogromne i starczy jej dla wszystkich.

Powiększenie rodziny o drugie dziecko rozpoczęło kolejny etap mojego macierzyństwa i życia. Miałam już wspaniałą córeczkę, troskliwego męża i bezpieczny dom, a teraz dodatkowo przeżyłam piękny, świadomy poród domowy w otoczeniu najbliższych mi ludzi…

A jednak właśnie wtedy poczułam po raz pierwszy, że czegoś zaczyna mi brakować. Uzmysłowiłam sobie, że jestem nie tylko matką i żoną. Jestem przede wszystkim sobą: młodą wciąż kobietą, mającą swoje cele, aspiracje i marzenia. Dla higieny umysłu i ciała postanowiłam znaleźć nową przestrzeń, w której będę mogła się realizować.

Bycie doulą to wyzwanie. Trzeba więcej dawać, więcej słuchać, być ostoją i oparciem w wyjątkowym okresie okołoporodowym w życiu kobiety. Wierzę, że będę umiała przekuć swoje doświadczenia, empatię i poczucie humoru w pozytywne i budujące wsparcie.

Praktyki nabieram również w Mateczniku, podczas spotkań, warsztatów i grup, których współtworzę z innymi wspaniałymi kobietami.

Zakres moich nowych działań jest dość ambitny. Czas pokaże, co uda mi się zrealizować.

Dzieci nie ułatwiają mi tego zadania. Emilka zmieniła godziny zasypiania na bardzo-późno-wieczorne, a Kajtuś nagle przestał spać w ciągu dnia.

W moim słowniku pojawiło się nowe słowo: FRUSTRACJA.

Uczę się być wielofunkcyjną mamą. Każdego dnia walczę z brakiem czasu, zmęczeniem, bałaganem i chaosem, który tak szybko rozprzestrzenia się po kątach.

Wierzę głęboko, że dobra organizacja i odpowiednie ustawienie priorytetów to klucz do sukcesu. Choć przyznam szczerze, że czasem żałuję, że nie potrafię rozciągnąć doby, że nie umiem mniej spać, że nie mam ekstra rąk…

Ale co tam, robię swoje 🙂

Myślę przy okazji o tych wszystkich kobietach, które los ostatnio pozwolił mi poznać.

O tych wspaniałych, mądrych, pracowitych, emocjonalnych, twardych, wielkich, skomplikowanych, wytrwałych, inteligentnych, seksownych, zabawnych istotach, które czasem są matkami i żonami, a czasem brną przez życie w pojedynkę, czasem spełniają się zawodowo, a czasem społecznie, a zazwyczaj łączą w sobie wszystkie te role i… dają radę.

Bycie kobietą to przywilej i wyzwanie, ale ważne, by nie zatracić się w roli matki. Zachowanie równowagi wewnętrznej to podstawa.

Każda z nas to potrafi, bo kobiety to niezwykłe stworzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *