Nasi sponsorzy
Sail and Rock Crooc
Polecamy
Koniec Swiata logo anyService logo
Krzysiu na Spitsbergenie
A oto relacja z podróży mojego kolegi Krzysia Piotrowskiego przez Skandynawię na Spitsbergen. Znamy się już ładnych parę lat - Krzysiu jest prawdziwym pasjonatem szeroko pojętej turystyki, społecznikiem i wspaniałym człowiekiem. Będę mu towarzyszyć w tej wyprawie całym sercem, tym bardziej że Skandynawia jest jedną z najpiękniejszych krain, jakie znam. Informacje z trasy będę zamieszczać na bieżąco dzięki kontaktowi z mamą Krzysia - panią Joanną. Tyle ja, oddaję głos Krzysiowi.


krzysztof_piotrowski_wlkp_grupa_bNazywam się Krzysztof Piotrowski, pochodzę z Piły. Jestem studentem IV roku geografii oraz tegorocznym absolwentem turystyki i rekreacji na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pasjonuję się przedmiotem moich studiów, poza tym turystyką ekstremalną (szczególnie kajakarstwem górskim) oraz ratownictwem przedmedycznym i wodnym. Jestem czynnym instruktorem ZHP.

 

W tym roku podejmuję wyprawę, a właściwie 3 wyprawy.

12.07. – 2.08. podróż Piła – Petuniabukta

3.08 – 5.09. pobyt nad zatoką Petunia

6.09. – 20.09 podróż Petuniabukta – Piła

 

Zasadniczy cel wyprawy to udział w organizowanym przez Instytut Paleogeografii i Geoekologii UAM przedsięwzięciu o nazwie:

11 Poznańska Wyprawa SPITSBERGEN Petunia 2006

w której weźmie udział 5 pracowników WNGiG oraz trzech studentów studiów stacjonarnych i zaocznych.

 

Natomiast dla mnie niezwykłą przygodą będzie również podróż tam i z powrotem.

 





Trasa:

Tam: Piła – Tallin (autostop) – Helsinki (prom) – Tromso (Norwegia) (autostop)

Trompo – Longyerbyen (samolot 30.07)

Longyerbyen – zatoka Petunia (jacht – „ELTANIN” z kpt. J. Różańskim www.arktyka.com)

 

Z powrotem:

Zat. Petunia – Longyerbyen – Eltanin

Longyerbyen – Tromso (6.09) (samolot)

Tromso – Norwegia (wybrzeżem morza Norweskiego) – Szwecja - ??? – Polska



Najpierw przekazuję zdjęcia, bo są naprawdę fajne. Poniżej maile i SMSy od Krzysia w kolejności od najstarszych na dole do najnowszych na górze. Miłego oglądania i lektury!

krzysiu img_4227
Podróż przez Skandynawię
Scotte hytta
img_4222 img_2044
Zwierzęta
Roślinki
img_4458 img_5740
Widoki sprzed chaty Morze i góry
img_5233 ludzie
Lodowce z bliska Ludzie

SMSy i maile:


SMS z 13 września, godz. 23.03:

Jesteśmy w Arjang (Szwecja), czekam na Batmana. Dziś był dzień rewelacyjnych autostopów - 6 aut, prawie 700 km, z czego 500 w 1 aucie. Historii tyle, że napiszę maila. Samopoczucie: Rewelacja!!!


SMS z 11 września 2006:

Jedziemy do "Mo i  Rana", przekroczymy krąg polarny. Całą noc padało, teraz tylko kropi. Cofam się w czasie: Spits- prawie zima, Tromso - późna jesień, teraz jesień. Śliczne rzeki na kajaki.


SMS z 02 września 2006 r.:

Zwijamy powoli obóz. 5-go odpływamy. Jest dość ciepło +6 stopni. Wczoraj kąpałem się w fiordzie. Tutaj temperatury odczuwa się inaczej.Mamy mnóstwo zdjęć. Ja sam zrobiłem 5,5 tysiąca! Kto to obejrzy?!


SMS z 26 sierpnia 2006 r.:
MAMA:
Udało nam się połączyć telefonicznie i porozmawiać. Potem dostałam SMSa: Cieszę się, że udało się porozmawiać:) Gratulacje dla Staszka!
Dobrze, że u Was jest dobrze. U mnie też - dziś jestem troszkę zmęczony: mam 5-ty (i ostatni) dzień dyżuru = wczesne wstawanie. Papa.

SMS z 25 sierpnia 2006 r.:

Z krzesła wyszedł fotel - bardzo dobrze sie przyjął - tak dołączyłem do zacnego grona polarników.
Zaprzyjażniliśmy się z rosyjskimi geologami, którzy mieszkają 2 km od nas.
Cas pędzi - już jest za półmetkiem.

SMS z 17 sierpnia 2006 r.:

Od kilku dni nie mogę wysłać SMS. Wczoraj byłem z Marianem na lodowcu Ebba - był mocno uszczeliniony i budził szacunek. Wróciliśmy około północy. Pogoda dopisuje choć pokazuje pazurki - wczoraj wiało do 15 m/s. Rozkręciłem się na dobre, codziennie coś nowego, ciekawego. Włosy mi odrastają.
Z zadań chrztu zostało mi tylko krzesło, nie muszę jeść cebuli ;-)

SMS z 08 sierpnia 2006 r., godz. 10.06:
Mam problem z wysyłaniem, ale odbieram smsy i sygnały.
Jaka ilość cebuli zaspokaja dzienne zapotrzebowanie na witaminę C?
Jest mi tu dobrze. Ciągle jasno, ciepło, rzadko słonecznie. Pozdrawiam!
(Hania odpowiedziała: dzienne zapotrzebowanie na wit.C= 70 mg
w 100g cebuli jest tylko 6 mg. To już lepsze są ziemniaki, mają 15 mg. Mama)


SMS z 01 sierpnia 2006:
Przesłałem trochę fotek, ale to pewnie ostatnie do września. Właśnie przed chwilą za oknem wyszło słonko - pierwszy raz od mojego przyjazdu, zmykam więc się nacieszyć, bo - odpukać - to ostatnie promienie na 5-6 tygodni... Jeżeli wszystko dobrze pójdzie, to dziś okrętuję się na Eltaninie, a jutro podnosimy kotwicę, pojutrze wcześnie rano (lub wcześniej) ląduję w Petuniej. 3 maj się Mamo, pozdrów całą rodzinkę.

Mail z 01 sierpnia 2006 r. (fotki):

Sorki, że bez opisów, ale aż tyle czasu to nie mam - niestety.
Jestem nadal w Longyearbyen, wczoraj z Wiesiem i Robertem (z UJ) poszliśmy na lodowiec Longierbreen - było to moje pierwsze 7 km w życiu, które po lodowcu przeszedłem. Pogoda, jak ruszaliśmy ok. 19:30, była nienajlepsza, potem się pogorszyła - było mokro, zimno. Widoczność rzędu 50 max 200 m, ale
i tak było super. To dużo lepsze od nicnierobienia. Mam nadzieję, że dziś wieczorem Eltanin przypłynie i zaokrętuję się do Jurka.


Mail z 31 lipca 2006 r.:

Jestem od doby w Longyerabyen, stolicy Svalbardu. Udało mi się uzyskać dostęp do sieci w bibliotece. Czas jednak ma limitowany. Pogoda jest podobna jak na Mageroi, tylko nieco gorsza - pełne zachmurzenie, do tego niskie - podstawa chmur na 200-300m. przez to z ładnych fotek z powietrza nic nie wyszło. Niestety nie mogę wejść w moje relacje na stronie Adama (TU ADAM, NIE WIEM CZEMU...), stąd nie wiem czy dotarł mail, który pisałem w Hnningsvag'u o tym, co się wydarzyło między Oulu, a Honningsvag'iem.


Mail z 30 lipca 2006 r. (Słów kilka o górach):

Pierwszego dnia, na rozgrzewkę niejako, przeszedłem 10 km do pierwszej chatki - nazywała sie  Saarijarvi - tak jak jezioro nad którym stała. (jarvi=(fin) jezioro). Miałem w pierwszej chwili ochotę tylko odpocząć i iść
w góry wyżej rozbić namiot. Jednak magiczna, magnetyczna moc chatek dała znać o sobie - wciągnęło mnie. Przyciągnął mnie surowy wystrój, fińscy włóczędzy górscy, z którymi bardzo ciekawą rozmowę wiodłem. Przybyła też dwójka Francuzów, których poznałem w Klipsijarvi i po drodze minąłem. Trasa przez pierwszy km wiodła w karłowatym lesie, potem bardziej karłowatym. Cała dalsza wędrówka odbywała się ponad górną granicą lasu (poza okolicą jednej z chatek). Generalnie wszędzie wkoło tundra - w zależności od wysokości i podłoża niższa lub wyższa, o nieco innym składzie gat., ale nie czas tu na powtórkę z biogeografii;))


Drugiego dnia ruszyłem skoro świt, koło 11. Swoją drogą, to świt i zmrok był tu niczym nieoddzielony - o czym przekonałem się kolejnej nocy, kiedy to ok 1:30 byłem na Halti. Chatki rozmieszczone są komfortowo, co ok 9-12 km drogi. Dotarłem więc kolejno do Meekanjarvi i Pihtusujarvi. Tu zostawiłem plecak, zjadłem i luźno ok 23 ruszyłem na 25 km spacerku na Halti i z powrotem. Spałem właśnie w Pihtusjarvi od ok 3-4 a.m. do 8 - tylko do 8, bo wtedy 6 osób ruszało w góry, więc narobili troszkę zamieszania w naszej 1 ciasnej izbie. Gdy poszli, porozmawiałem z Finem, który został – obchodził tego dnia 60-te urodziny, pół życia spędził w górach, a ostatnie 15 lat- to prawie bez przerwy - kolejny ciekawy ludek. Ruszyłem ok  12. Plan był taki, aby na azymut, w miarę najprostszą drogą, zejść do Norwegii. Ambitnie ok 12:30 sforsowałem rzekę głęboką ciut powyżej kolan. Lodowata woda i przytroczony do plecaka aparat tylko podnosiły poziom adrenaliny. Było upalnie (nie tak jak w Polsce, ale lał się pot strumieniami), skusiłem się na kąpiel w jednym z jeziorek - woda lodowata, więc nie trwało to długo... Niedługo również cieszyłem się marszem po "nietkniętym" przez człowieka terenie - okazało się, że tą trasę, wprawdzie nieoznakowaną, wybiera trochę turystów, bo co rusz napotykałem na wydeptane ścieżki i jedną chatkę przy granicy fin-norw. Muszę wyjaśnić, że gęsto uczęszczany szlak oznacza 20-40 osób spotkanych w ciągu całego dnia, a nie jednej godziny :)
Kończę, bo zamykają tę bibliotekę :)
Nie sposób opisać wszystkich prześlicznych krajobrazów, które widziałem, nawet zdjęcia tego nie oddadzą - stąd zapraszam do Laponii (fin) i Finmarku (norw).
3majcie sie!!


Mail o 30 lipca 2006 r.:

Spaceruję po Tromso, bagaż mieszka za 20 koron na lotnisku, wieczorem odwiedziłem Karmelitanki. Zapytałem się o możliwość przechowania u nich namiotu do września, a dostałem w odpowiedzi obiad i informację, że niestety nie mają wolnych pokoi gościnnych. Spałem na lotnisku. Jako że 30 lipca to niedziela i port otwierali później, wiec miałem więcej czasu. Rano obudził mnie ochroniarz - to był najbezpieczniejszy sen w trakcie podróży :) Poszedłem zanieść namiot, pośniadaniałem, wróciłem akurat na odprawę (Klasztor znajduje się 3 km od lotniska). W samolocie poznałem niemieckiego skipera. W Tromso rano pogoda była rewelacyjnie dobra, ciepła, bezchmurna, bezwietrzna. Na Svalbardzia, jak już pisałem zupełnie odwrotna.

Nocowałem w partyzanckich warunkach w wiacie przystankowej, ale jadłem śniadanko iście królewskie - coś za coś - generalnie jest bardzo pozytywnie. Pełno tu Polaków. Wczoraj poznałem kpt. Różańskiego, znaczy Jurka, dzisiaj naukowców z UJ. Zostaję tu do pojutrze, kiedy to wypływamy do zatoki Petunia. Spędzę tam 5 tyg., wracam 6 września. Do tego czasu kontakt będzie jeszcze bardziej ograniczony niż dotychczas. 

3majcie się!

Pozdrawiam i dziękuję wszystkim, którzy o mnie pamiętają i 3-mają kciuki
szczególnie Rodzinkę i Przyjaciół
Krzyś


SMS z 30 lipca 2006 r., godz. 14.27:
Wylądowałem. Pogoda ok., wilgotno, wietrznie, chłodno, zachmurzenie 8.
Nie mam zdjęć z góry. Mam 3 dni kiblowania bez namiotu, gazu. A w góry wyjść nie mogę, bo są misie. Znowu nieznane czeka :)


SMS z 29 lipca 2006 r., godz.23.10:
Śpię na lotnisku, jutro niedziela więc mogę dłużej, ochrona obudzi mnie, może kawę podadzą:) obiad u Karmelitanek, zostawiam im namiot do 6.IX. Dziś spacer po Tromso, kolano bandażowałem.


Mail o 28 lipca 2006 r.:

Łapałem na TEJ drodze. 4 godziny 50 minut - absolutny rekord tej podróży, którego już nie chcę windować. Ze Skibotn, w kolejnych 2 pojazdach dotarłem do Tromso po 16:00. Kierowcy, jakby w ramach rewanżu, nie kazali długo na siebie czekać. Za pierwszym razem 10 min, za drugim Helen (bo tak miała na imię) czekała chwilę na mnie. Przekuśtykałem przez Tromso na lotnisko. Kuśtykałem, bo po "spacerku" w górach kolano się
odezwało. Byłem tak padnięty, że nie czekałam na zmianę ochrony lotniska, żeby pytać się o możliwość noclegu, tylko rozbiłem się przed lotniskiem, tuż za parkingiem.

 

SMS z 28 lipca 2006 r., godz. 22.16:

Dojechałem do Tromso z ciekawymi ludzmi i szybko 16.20, śpie obok lotniska. Plecak ważył dziś 29kg.

 

SMS z 28 lipca 2006 r., godz. 15.19:
Nie piekarnia , ale po wczoraj prawe kolano się odzywa.
2 szybkie stopy! Do Tromson zostało 72km - tyle to naprawdę zdążę przejść ;) Dostałem też jeść :D Lapię dalej. krajobrazy śliczne - góry z morza!


SMS z 28 lipca 2006 r., godz. 13.42:
Podbijam rekord, którego nie chcę: łapie już 4,5h. Do celu mam tylko 160km.
Droga niby główna, a ruch mizerny. Dobrze, że słońce świeci. Do samolotu ok. 44h. Papa! Jak kaloryczny jest cukier i olej? 


Mail o 27 lipca 2006 r.:

Przeszedłem się po górach, na Halti wszedłem w nocy. Zrobiłem ok. 90 km, z tego 65 z plecakiem (ok 30 kg), czas: +/- 36 godzin. Człowiek czasami musi sprawdzić, czy może - ja mogę :)) Góry prześliczne, naprawdę poczułem ducha gór!! Szkoda tylko, że nie miałem dnia więcej... lub tygodnia...


Mail o 25 lipca 2006 r.:

Droga ze Skibotn na południe, do fińskiego Klipsijarvi lub z Klipsijarvi na północ do Skibotn pozostanie w mojej pamięci na długo, długo tam łapałem. Ruszając ze Skibotn, po 100 min łapałem auta jadące w obie strony - napisałem bilety "Finland" i "Tromso" i zdałem się na los - pojechałem do Finlandii. Granica zaznaczała się tylko flagami, tabliczkami, kierowca nieznacznie zwolnił. W Klipsijarvi spotkałem dwójkę autostopowiczów z Czech. Ruszyłem na kilka dni w góry. Wychodziłem ok. 19:00. Planowałem przejść popularny szlak na Halti (najwyższy szczyt Finlandii) - 55 km w jedna stronę, i zejść z niego "na azymut" do Norwegii. Tak tez uczyniłem. 25 lipca pokonałem 10 km do pierwszej chatki. O chatkach tych dużo by pisać, a mi czas ucieka. Wspomnę tylko, ze często maja cześć "free" na 6-10 osób i podobna cześć do zarezerwowania. W każdej jest kuchenka gazowa, drewniane prycze, magazyn z drewnem, piecyk na drewno, wychodek, podstawowy sprzęt gospodarczy. nie ma osób siedzących tam cały czas - pełna samoobsługa. miejsca bardzo przyjazne turystom.


Mail o 24 lipca 2006 r.:
Opuszczam przytulne mieszkanie, około południa zaczynam łapanie. Dość szybko zatrzymuje się samochód pomocy drogowej. Ma to plusy i minusy. Plus taki ze oszczędziłem 46 koron opłaty za tunel, minus - ze wysadził mnie w szczerym polu (a raczej tundrze) - ponieważ właśnie tu czekał na mój środek transportu zepsuty motor. Jego kierowca zajął moje miejsce. Zostałem w megawietrze i na dodatek lekko siąpiło. Czas się dłużył niesamowicie... Zabrali mnie Holendrzy, jechali w 3 zapakowanym autem, ale i dla mnie znalazło się miejsce, choć nie było to łatwe. Narzekali, ze teraz mało autostopowiczów jest na drogach. Sami tak podróżowali i bardzo się ucieszyli ze mogli mnie podwieźć. Tak oto znalazłem się 100 km od Honningsvagu. Pogoda zdecydowanie się zmieniła, świeciło słońce i rosły drzewa! Może nie wielkie, ale drzewa:) Los uśmiechnął się do mnie tego dnia jeszcze kilka razy. Kolejnym autkiem, którym jechałem był BUICK Special, oryginalny, amerykański z 1956 - cudeńko. Podrzucił mnie do punktu gdzie rozwidlają się drogi na Hamerfest i Alte. Zamachać nie zdążyłem a już jechałem do Alty. Z centrum szedłem spacerkiem do miejsca gdzie od mojej E06 (jeśli mnie pamięć nie myli, w każdym razie do Narwiku) odchodzi droga na południe w kierunku Finlandii. Już prawie dotarłem na miejsce, kiedy zatrzymała się specjalnie dla mnie CIEZAROWKA!!! Elegancki mercedesik, niebieski z naczepa. Ucieszyłem się chyba bardziej niż z tego Buick'a, bo była to PIERWSZA ciężarówka w Skandynawii. W zachodzącym słońcu droga nad fiordami była fantastyczna! Tak dobrze mi się jechało, ze rozważałem zmianę planów, jednak wysiadłem w Skibotn. Stwierdziłem, ze dość dobrego na dziś i chwilę po północy rozbiłem się. Z tej radości nie dopilnowałem gotującej się wody i miałem w namiocie mały potop. Tego nie wiem na pewno, ale być może wtedy powstała w podłodze namiotu dziurka długości może 0,5 cm (odkryłem ją następnego dnia).


SMS z 22 lipca 2006 r.:

W nocy byłem na międzynarodowej imprezie z przewodnikami po Mageroi. Świetni ludzie :-) Polubili jedną z zabaw, które im pokazałem. Dziś idę w góry. 3majcieSie! Neta brak


SMS z 20 lipca 2006 r.:

Idę na Knivskijelloddden - jeszcze bardziej na pn wysunięty punkt niż Nordkapp. Telefon zostawiam do ładowania w infotur w Honningsvag na Wyspie Mageroya.


Telefoniczne info z 18 lipca 2006 r. (Rovaniemi):
Z 17/18 lipca spałem w Rovaniemi, reniferów nie widziałem.
Na razie wydałem aż 3 (słownie trzy) euro, no i oprócz tego 25 za prom.
Spanie na campingu w Finlandii kosztuje 16 eu, ale można wykupić kartę za 6 eu, co upoważnia do zniżki o 1 eu za noc, czyli co 2 tygodnie śpi się za darmo.
W związku z czym śpię na trawnikach lub w prywatnych lasach (na 1 noc nie trzeba zgody właścicieli).
cdn...


SMS z 17 lipca 2006 r.:

Dziś dzień zaczął się śniadaniem w hotelu. Zaprosili mnie Polacy, którzy  tu pracują.  Oulu mnie ujęło, ale ruszam dalej na północ do Kemi.


Mail z 16 lipca 2006 r.:

Jestem w Oulu. Przyjechałem tu przed kilkoma chwilami bardzo fajnym mercedesem z jeszcze fajniejszymi ludźmi. Nie dość, ze dostałem od nich wyrwany z książki telefonicznej plan Oulu to jeszcze poszukali dla mnie dostępu do Internetu - w publicznej bibliotece. Szkoda ze nie nagrałem miny pani obsługującej to miejsce, która próbowała ze słyszenia napisać Krzysztof Piotrowski. Nawet literowanie nie pomogło;) Niestety dostęp do netu mam tu ograniczony czasowo i nie mam jak podłączyć aparatu żeby
zdjęcia zrzucić, a mam ich wiele.


Codziennie nowe przygody. Podróż moja ma tyle niespodzianek i nagłych zwrotów akcji, że aż trudno o lepszą książkę. Chociażby w Olsztynie - już nie miałem za bardzo ochoty łapać dalej i pisałem do Marioli (z mojego roku, która tu mieszka), ze może podejdę na herbatkę, a tu nagle zatrzymał się tir (volvo), którym w 10h pokonałem 900 km do samej Rygi. Inna historia w Tallinie - gdzie szukałem miejsca na nocleg, bo okazało się ze prom o 7;45 jest dwa razy tańszy od tych wieczornych. Rozmawiałem z
3 młodymi chłopakami - Estończykami, którzy w Tallinie pracują i wynajmują mieszkanie. Gdy odeszli ja spakowałem się i już ruszałem w stronę portu poszukać jakiegoś zacisznego miejsca do przetrwania nocy, gdy oni wrócili i zabrali mnie do siebie na noc - w mieszkaniu w jakimś blokowisku we wschodnim Tallinie. Rano podwieźli mnie do portu.

Helsinki - śliczne miasto, tu kolejna opowieść się szykuje.

Wyjechałem z Helsinek z prędkością ok. 200 km na h i od tej prędkości tak mi się w głowie poprzewracało ze popełniłem straszny błąd autostopowicza - dałem się wysadzić na węźle autostrady koło Vantamoo. Tutaj tez spałem pod namiotem, ale huk przejeżdżających aut jakoś mi nie przeszkadzał - wstałem dopiero ok. 11 gdy słońce zrobiło saunę w namiocie. Wcześniej gdy zapytałem się w domku obok tego węzła Voisinko Saada vetta pullooni? co jest prośba o wodę do butelki, zostałem niemal zmuszony do
spożycia kolacji z mieszkańcami i ich gośćmi - skończyliśmy po 4 godz. czyli ok. 2 rano.
Z węzła o dziwo wydostałem się bez większych problemów choć obawiałem się ze tu zakwitnę, a na spacer z plecakiem pod 40 kg nie miałem ochoty.

Ponad 300 km przejechałem z dwoma chłopakami z grupy muzycznej, którzy jechali na największy fiński festiwal muzyki rockowej (cos jak nasz Woodstock ale mniejsze i strasznie drogie - bilet za ok 60 Euro) do Jonesuu - to północna Karelia.

Rozbiłem się przy drodze wylotowej na Kajaani ale jeszcze niedaleko centrum i tuz obok cmentarza. było to magiczne miejsce. do teraz zastanawiam się czy to był sen czy prawda - ok 3 w nocy lokalni szamani, niewątpliwie wprowadzeni w trans przy pomocy Karjali (tajemniczego trunku o mocy 4,5% sprzedawanego po 8,50 Euro za 12 butelek 0,33l, który pija tu wszyscy od 16 do 66 lat, od biednych do bogatych). w każdym razie ci szamani uczynili na przedniej ścianie mojego namiotu magiczne znaki, które
zapewnia mi pomyślność w dalszej drodze i ochroniła mnie przed złymi mocami... dobrze ze uczynili to czarna farba w sprayu a nie na przykład pomarańczowa. szczerze to nawet nie zdążyłem otworzyć zamka od namiotu, a już rozpłynęli się w szarości nocy. poszedłem wiec spać dalej. śniło mi się ze kolejni szamani czynią kolejne znaki... rano okazało się ze to był tylko sen (te kolejne znaki, bo pierwsze pozostały)

Wczoraj po południu dotarłem, prześliczna widokowo droga z Jonesuu do Kajaani, na pn-wsch wybrzeże jez. Oulujarvi. wykąpałem się w nim, zrobiłem sobie najlepszy z dotychczasowych posiłków. postanowiłem spróbować dotrzeć w pobliże Oulu, jednak ruch na drodze był znikomy (sobota wieczór). Skończyło się na tym, ze wylądowałem u pary ok 50 letnich Finów którzy mieszkali koło stacji kolejowej w Paltamo, gdzie łapałem. Byli to pierwsi Finowie, których spotkałem, którzy nie mówili po angielsku. Ja
natomiast miałem zapisane tylko kilka fińskich słówek. komunikacja przebiegała bardzo spontanicznie, przy pomocy rak, nóg, książek z obrazkami, mapy... nieco mi przeszkadzało ze zarówno on jak i ona odpalali papierosa od papierosa i otwierali Karelię za Karelią. w którymś momencie kontakt z nimi stal się niemożliwy, ponieważ Topi przestał zwracać uwagę na moje gesty mówiące, ze nie rozumiem co on mówi. byłem świadkiem ok 1,5h monologu przerywanego pieśniami wojskowo-partyzanckimi na temat
czasów wojny fińsko-sowieckiej. Przenocowałem w ich domu, w wygodnym łóżku.

Dziś rano postanowiłem nie łapać stojąc w miejscu, ale iść powoli (pogoda i krajobrazy mnie przekonały), cieszyłem się tym widokiem przez 1,5 godz., aż zabrał mnie ok 35 samochód - wspomniany na początku maila mercedes i tak przyjechałem do Oulu.

Zastanawiam się teraz co dalej. Nie znam tego miasta, ale cos mi mówi, że powinienem je zwiedzić. Może zostanę tu na noc?

Mój czas dostępu do netu dobiega końca, wiec mail również. wspomnę tylko, ze w Paltamo widziałem pierwszy drogowskaz do Rovaniemi - nieco ponad 300 km. Noc natomiast była już tak widna, ze nawet w najciemniejszym jej momencie mogłem czytać bez problemu.

Pozdrawiam wszystkich Was :) szczególnie Was moja Rodzinko i Was - moi Przyjaciele.
Mam nadzieje, ze uda mi się przesłać jakieś zdjęcia.
Krzyś
PS. Czy może mi ktoś dać znać kto w tym roku wygrał bitwę pod Grunwaldem?
Dzięki Adamie za umieszczanie relacji. (TU ADAM, NIE MA SPRAWY
Uśmiech)


Telefon z 15 lipca 2006 r.:

 

Nocowałem w Joensuu na trawniku. Trwa tu festiwal rockowy, podobny do naszego Woodstock, tylko mniejszy. Nie wchodziłem, wstęp za drogi, ale pogadałem z wiarą wieczorem. Wybieram się nad jeziorko (są tu takie wypaśne - po klkadziesiąt km). Dziś kieruję się przez Kajaani do Oulu.Przed sobą mam Laponię.


SMS z 14 lipca 2006 r.:

SPOTYKAM DOBRYCH LUDZI :-D
12.07: Chwilę byłem w Rydze, w Talinie już o  17.00. Prom 12-go był drogi, więc nocowałem w Tallinie, w mieszkaniu u chłopaków, którzy tu pracują.
13.07:  Rano zawieźli mnie na prom. W Helsinkach byłem 9.30, cały dzień zwiedzałem. Wieczorem wyjechałem do Vantaa (20 km). Kolację zjadłem u Finów, noc w namiocie przy autostradzie.
14.07: rano bus 40 km do Jarvenpaa. Jadę teraz  (g.15.00)z Lahti do Joensuu.


SMS z 12 lipca 2006 r.:

11 lipca o 16.00 ruszyłem z Piły. Za Ostródą rozważałem, czy jechać w nocy?  - Jechać!  Od 23.20 od Olsztyna jadę nowym Volvo ciężarowym (ma 1 miesiąc). Dojadę nim do Rygi - to dobra noc na autostop!


E-mail z 10.07.2006 r.:

Właśnie kończy się zerowy dzień wyprawy, jest 0:15, za kilka godzin ruszam. Pierwszy cel to Tallin. Jeszcze jestem w proszku, tzn. cały sprzęt zgromadzony, natomiast jeszcze musze spróbować go upchnąć w 1 plecak. Jadę autostopem. Dziwnie się moja podroż zaczyna, bowiem mój pierwszy samochód już jest „złapany”, jego kierowca „Batman” śpi u mnie w domu, natomiast samo auto jeszcze nie jest do końca sprawne… jeżeli wszystko dobrze pójdzie to ok. 10 ruszymy z Piły…




  Bądź pierwszym który skomentuje
RSS komentarzy

Napisz komentarz
  • Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
  • *Odśwież* swoją przeglądarkę by dokonać zmiany kodu przed użyciem przycisku 'wyślij'.
  • Zachowaj w pamięci treść jeżeli pomyliłeś kod.
Imię:
E-mail
BBCode:Web AddressEmail AddressBold TextItalic TextUnderlined TextQuoteCodeOpen ListList ItemClose List
Komentarz:



Kod antyspamowy:* Code
Chcę być powiadamiany emailem o dodaniu nowych komentarzy

 
Nasi patroni medialni
National Geographic Traveller npm magazyn turystyki górskiej Radio Merkury Onet.pl