| Szczeliniec (luty 2009) |
|
Miejsce:
Schronisko
na Szczelińcu i ogólnie Góry Stołowe Jak dla mnie było wybitnie i bajkowo. Szkoda, że nie wszystkim udało się pojechać (zwłaszcza Wiciu miał pecha), ale intensywnie piliśmy za nieobecnych i mam nadzieję, że oni to czuli. Pozdrówka dla Marleny ze Szczlieńca i całego schroniskowego składu - rewelacyjne miejsce i fajni ludzie, serdecznie polecam!
A poniżej relacja Filipa - jak zwykle wszystko właściwie
I jeszcze uwaga techniczna - na niektórych fotkach jest data z 2007 r. - po prostu error w ustawieniach aparatu. Się zdarza.
Relacja z wyprawy do krainy lodowych szparek i szczelinek przez Filipa B.
Wyruch nastąpił spod stacji benzynowej na ulicy Zgoda. Następnie 0,7 składu wycieczki udało się do Pępowa, gdzie ekipa została uzupełniona do stanu 0,9. Pełność osiągnęliśmy we Wrocławiu. Cel osiągnęliśmy z małym poślizgiem. Po konsumpcji nastąpiła penetracja (hm... czy nie powinno być na odwrót?) masywu Szczeliniec połączona z kontemplacją rozmaitych form skalnych.
Następny
dzień upłynął pod znakiem poszukiwania grzybów. Udało nam
się znaleźć także całkiem dużo torfu. Wyprawę zakończyliśmy
w lokalu, który urzekł nas wspaniałym hasłem reklamowym: "u
nas drogi jest tylko klient". Niestety barszcz smakował jak
ogórkowa, a buraczki w ogóle były niejadalne, za to
pani kelnerka była całkiem miła.
![]()
Dzień
trzeci obfitował w różne ciekawe wydarzenia, okazał się
również bardzo płodny jeśli chodzi o wytwory umysłu
poszczególnych uczestników wyprawy. Dnia tego wszakże
w zwartym jak dotąd monolicie naszej ekipy powstały szczeliny.
Zaledwie bowiem 0,7 składu udało się na wycieczkę na Wielką
Kupę. W czasie owej wycieczki śpiewaliśmy hymn naszej wyprawy
"Natalia w szczelinie". Po drodze mijaliśmy wieś
Pasterka, w której mieszczą się dwa bardzo ciekawe obiekty.
Pierwszy z nich to dom wypoczynkowy "Szczelinka", drugi to
dom rekolekcyjny Caritas archidiecezji wrocławskiej. Uznaliśmy za
niekorzystny fakt, iż dom ów nie posiadał nazwy i
zaproponowaliśmy nadanie mu miana, którego nie ujawnię, na
które jednak, znając nas, łatwo można wpaść. Bardzo
malowniczy szlak z Pasterki doprowadził nas do Czech. Zimne, nagie
skały Bozanovskego Spicaka natchnęły Sylwię P. vel Maliznę do
zainicjowania rozbieranej sesji zdjęciowej. Stamtąd poszliśmy do
Zelenego Hajku, który zawiódł nasze oczekiwania, gdyż
okazał się zwykłym lasem. Ów Zeleny Hajek jednogłośnie
został uznany przez członków wycieczki za wielkie gówno.
Tym samym stwierdzić należy, iż cel spaceru, czyli Velka Kupa,
został osiągnięty. W drodze powrotnej na szczególne
wyróżnienie zasługuje Matka, której wspaniałe
herbaty z termosu co dzień dodawały nam sił. Ta oto Matka
pozostaje autorką najlepszego bon motu wyprawy. Spotkawszy po drodze
trzech turystów płci męskiej, którzy mogliby zgwałcić
nas, gdyby nie byli zbyt młodzi i gdyby było ich więcej, Matka
rzekła: "Ten, który może gwałcić, gwałci, ten zaś,
który nie może, jest gwałcony".
Czwartego dnia opuściliśmy Szczeliniec, odstawiliśmy Chomika do domu i odwiedziliśmy pracownię Leszka, który zdradził nam swoje problemy z bardzo rzadkimi ślimakami morskimi.
Niech
ta pełna niedopowiedzeń relacja pozostawi niedosyt wszystkim,
którzy nie brali udziału w naszej wyprawie.
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
|
||||||||




























































Bądź pierwszym który skomentuje




