|
Laos (pazdziernik / listopad 2008) Na początek parę "pocztówek": ![]() ![]() ![]() ![]()
A teraz trochę zdjęć dla rodzinki (to ta pokazówka z nami) i ogólnie z podróży:
![]() W jaskini koło Luang Prabangu Niechciany przewodnik - wszyscy krzyczą o kasę i dziwią się, że protestujemy. Tym razem byliśmy nieugięci i za niezamówiony guide'ing nie daliśmy ani grosza. Ale już wiemy, że jak naprawdę skończy nam się kasa, to warto przebrać się za Laotańczyka, robić smutne oczy i naciągać na trefne usługi zachodnich turystów. Wg naszych szacunków można na tym zostać milionerem w ciągu jakichś 2 tygodni. ![]() Na Mekongu (w stronę Nong Khiaw) Kąpiel ![]() Mini trekking w okilicach Nong Khiaw ![]() Migawki z drogi - próbujemy łapać autostop Odbijamy od drogi do pobliskich jaskiń ![]() ![]() Widoczki ![]() W końcu nam się udaje, ale warunki są trudne. Jedna z kaczek w koszu po prawej nie żyje i strasznie śmierdzi, a o stanie pana przy kabinie trudno wyrokować. W każdym razie jest cieżki. Do tego po drodze prawie zatapia nas tropikalna ulewa, a na końcu okazuje się, że musimy zapłacić prawie tyle co za autobus. Podsumowując: autostop w Laosie działa średnio. Ale jest z nim sporo radości. ![]() ![]() A oto bazar w Sam Neua na północnym wschodzie Laosu Obok produktów wyglądających znajomo... ![]() ...można też znaleźć parę ciekawostek... ![]() ...jak na przykład nietoperze z rusztu... ...łasiczki (albo coś takiego) i jedwabniki... ![]() ... czy larwy czegoś (żywe). ![]() Kto zgadnie, co wybrała Natalka? Nie poszła pod prąd. Zieleninę. ![]() Ale przynajmniej dało się ją zjeść. ![]() Tajemnicze wazony z tzw. Doliny Dzbanów. Pochodzą przwdopodobnie sprzed 2,5 tys. lat. Wg jednej z teorii służyły lokalnym olbrzymom do pędzenia bimbru. Ale nie jest to naukowo potwierdzone. ![]() A to my na motorku - wracamy sobie od dzbanów olbrzymów w stronę butelek z zimnym laotańskim piwkiem Przy okazji: Wiciu jest już w Polsce i ma dla Sławka całe mnóstwo azjatyckich etykietek od piwa! ![]() Teraz trochę fotek ze stolicy Laosu - Vientianu ![]() ![]() Wygląda to sielankowo, ale konieczne jest tu parę słów komentarza. Przede wszystkim: mnisi też ludzie. Z pewnością mają również głębokie życie duchowe (jak przystało na duchownych), ale spora część tych, których my widzieliśmy, zajmowała się głównie spaniem, względnie paleniem papierosów, wysyłaniem smsów, gadaniem przez komkórkę i wyrzucaniem śmieci za siebie i pod siebie albo wyłudzaniem kasy od turystów. Tak było w najważniejszej świątyni Vientiamu - Luang Tha. Na szczęście później, w mniej komercyjnych miejscach, klimat jest zdecydowanie bardziej kontemplacyjny.
![]() ![]() ![]() Zachód nad Mekongiem (Vientian) ![]() Bazar w Vientianie
I jeszcze trochę nas:
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]()
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. |
||||||






































































Bądź pierwszym który skomentuje




